Blog
in-and-outside
ziem bez ziemi
8 obserwujących 53 notki 45524 odsłony
ziem bez ziemi, 7 marca 2016 r.

New Delhi – w oczekiwaniu na kolejną eksplozję.

Stare Delhi, widok z dachu.

Wydawało się, że współczucie może być pomocną reakcją na bytność wielu tubylców. Jednak wyrażenie się poprzez: „współczuję Wam”, pozostawia dalej odczucie nierealności, a rzucenie kilku rupii nawet pogarsza sytuację i dodaje kolejną cegłę do niekończącego się muru. Wydaje się, że bardziej uczciwa może być wdzięczność. Dziękuję wam za to, że bierzecie cierpienie życia na swoje barki. Ono wydaje się mieć jakieś granice, a dzięki Wam nie wylewa się aż tak bardzo na nas... Dziękuję Wam, że wybraliście aby urodzić się w takich okolicznościach, że wzięliście na siebie tak wiele chorób, głodu i beznadziei... Że daliście nam teraz trochę wytchnienia, za jakiś czas pewnie zamienimy się miejscami. Wtedy może Ty mi podziękujesz, a może nawet pomożesz... Tak wielką mądrość zrodziło przeszłe cierpienie tej ziemi. Istnieje To, więc istnieje też Tamto. Nie istnieje To, nie istnieje też Tamto.

Delhi się trochę zmieniło. Nie jest już tutaj ekstremalnie brudno, paskudnie, nieprzyjemnie i „nieludzko”. Jest już tylko bardzo brudno, paskudnie, nieprzyjemnie i „nieludzko”. Jest to spory postęp. Krowy nie są już tak święte, już nie chodzą, srając gdzie popadnie, na gęste ludzi, straganów i jedzenia, obszary starego miasta. Piechur już nie musi się martwić o „zaliczenie kolejnego szczęścia” wdeptując nogą w świeży placek. Powietrze milsze w nosie, niesie przyjemny zapach wspaniałych przypraw i miłych kadzideł.

Wciąż tylko, miejscowi, podlewają ziemię i krzaki, czasem kucają, nawadniają i nawożą zbitą glebę. Może w nadziei, że wyrosną zielone trawniki... Ale jak na złość, to nie pomaga. Miejscami blask kolonialnej perły, przedziera się z ogromnym wysiłkiem. Jednak wrażenie jest jedno, że straciła ona blask swych bogatych fasad po wsze czasy... Umazana w błocie, nigdy nie odświeżana, zmieniła się w post-apokaliptyczną ruinę. Zduszona kablami, gnije w odmętach fekaliów, śmieci, zgiełku spalin i potu.

Na skraju miasta, tuż przy lotnisku, wyrosło dostojne centrum hotelowe. Wciąż rośnie. Zastawione płotem, ukoronowane drutem kolczastym. Na drogach dojazdowych barykady i bunkry z worków piaskowych. Jesteśmy bezpieczni, zombie z miasta nie przejdą...

O bezpieczeństwo miejscowych dba się wzorowo. Wszędzie sprawdzają. Przed wejściem do hoteli, metra, na targ, do centrum handlowego, świątyń, meczetów, zabytków. Prześwietlają torby, skanują ubrania, obmacują ciała. Cóż, ludzie lubią nosić bomby. Jedynym spotkanym miejscem bez anty-bombowej aktywności jest katolicka katedra.

Kiedyś umknęło mej uwadze, to wspaniałe miejsce. Ruiny świętego miejsca Islamu wraz z kosmiczno-żelaznym starożytnym obeliskiem. Tu stoi, nie używany najwyższy minaret świata, ruiny świątynne, sarkofagi dostojników, kolumnady, bogate portale, fasady. Ale jest jeszcze prawdziwa i nie rozwiązana sekretna zagadka. Nierdzewiejący wiele-tysiącletni żelazny filar, zapisany pismem runicznym. Cud, który mimo obecnej wiedzy, wciąż jest tajemnicą, a jego trwanie wciąż wymyka się ludzkiemu rozumowi.

Do niedawna Hindusi uważali, że Biała Korona Brytyjska, postawiła Ich na drodze rozwoju i pchnęła w dobrym kierunku. Mimo cierpień i upokorzeń, dała Ona tak ważne zasady, administrację, porządek, kolej. Teraz uważają, że było przeciwnie. Bolesna wdzięczność metmorfozuje w żal i gniew. Umacnia nacjonalizm zakrapiany utylizacją lokalnych, wielomilionowych mniejszości kulturowo-etnicznych.

Sprostowanie:

Dla tych, którzy błędnie odczytują intecje tej notki, moja odpowiedź na jedną z takich błędnych interpretacji:

"nie do końca tak jest, Indie to nie jest "kraj" to jest subkontynent o gigantycznej różnorodności, pięknie i bardzo ciekawej kulturze. Tu powstało wiele najważniejszych odkryć, zwłaszcza duchowych i intelektualnych. Tu jest wciąż żywa bardzo starożytna kultura, niemal kosmiczna, niemal bezpośrednio połączona z resztą wszechświata.

Parafrazując, kwiat Lotosu najlepiej rośnie na "śmierdzącym bagnie" i bez wątpienia jest tutaj kwiat lotosu i jest tutaj bagno.

Wyjazd jak najbardziej polecam. To jest część naszego ludzkiego-świata, często niewidocznego zza ciepłych murów dostatnich mieszkań.
A "wrażenia duchowe" to nic innego jak odkrywanie w sobie czegoś głębszego, czegoś czego wcześniej się nie widziało, nie-uświadamiało. Indie są na pewno w tym pomocne, oczywiście nie konieczne.

Tutaj nie jedzie się aby nawąchać się nieprzyjemnych zapachów. Tutaj można się nawąchać też pięknych zapachów, których próżno szukać gdzieś indziej ;)"

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale