Blog
in-and-outside
ziem bez ziemi
8 obserwujących 53 notki 45301 odsłon
ziem bez ziemi, 9 marca 2016 r.

New Delhi – Londyn XXII wieku

duma armii Indyjskiej i moje piwo.

Stare Delhi w nocy. Zgiełk leje się szerszą ulicą. Wszędzie niepozorne, cienkie przesmyki. Wchodzę w jeden. Nagle cisza. Tonę w labiryncie ruin mieszkalnych. Chodzę bez celu. Małe podwórka, gruzy, śmieci, worki, towary, spokojni mieszkańcy. Ktoś się pyta, czy się nie zgubiłem. Odpowiadam, że tak, ale nie szukam jeszcze drogi wyjścia. Tu też nocują rykszarze. Na ziemi, pod kocem, szmatą, derką. W pobliżu ich najważniejsza część ciała – zdezelowana, niezniszczalna riksza. Centaury już wyginały, ale Oni mają się wciąż dobrze.

Dzień kolejny, sześciu godzinny spacer ulicami Delhi. Tysiące, tysiące sklepików, straganów, sprzedawców. Miliony, miliony ludzi. Tak musiał wyglądać średniowieczny targ. Gigantyczne mrowisko i mnogość małych tematycznych norek, zapchanych częściami metalowymi, detergentami, przyprawami, papajami, kółkami i kółeczkami, metalowymi belami stropowymi, sprężynami od resorów, częściami samochodów, kadłubami silników, łożyskami... Recycling doskonały. Zycie po życiu jest tu faktem, a nie religijną parabolą. Miasto jak gigantyczna jaskinia, wejdź w ciasny przesmyk, a otworzy się przed tobą całkiem nowy, niezwykły świat...

Kolega mówi, że mimo ekstremalnego ruchu, na ulicy jest bezpiecznie. Ruch laminarny, mocne tarcie. Kolizje dyfundują bez większego szwanku. Kilkukrotnie zamieram przerażony, milimetr ode mnie niespodziewanie wyrasta samochód, lub zza pleców głośny, nieznośny klakson. Na ulicy prawie sami mężczyźni, ponad 95%. Małe dzieci wracają w kotującym się nurcie ulicy do domu ze szkoły. O milimetr mija je rozpędzony motor, tuk-tuk, riksza, samochód. Idą, śmieją się, uśmiechają do mnie, machają. Przepielęgnowane dzieci naszej kultury nie mają szans w konfrontacji z dorastającymi władcami chaosu.

Na dachu, nad ulicą, stoi mały meczet. Wchodzę do góry wąskimi, stromymi schodami. Wita mnie wierny, podając jeszcze mokrą od rytualnego mycia rękę. Modlą się, zwróceni na zachód. Tam jest Mekka. Robią pokłony w rytm śpiewanej modlitwy. Za krawędzią dachu kotłuje się rzeka ludzkich spraw. Skupienie i powaga.

Kolejny meczet. Przez małą szparkę w zatłoczonym garnku, przechodzę na duży plac. Cisza. Ktoś zwraca mi uwagę abym zakrył ramiona, mam szczęście, w plecaku jest koszula. Siadam pod ścianą. Po drugiej stronie placu, modlitewna ściana. Siadam na butach, ktoś zwraca mi uwagę, że ich podeszwy nie mogą dotykać świętej ziemi. Pokazuje, że mam je złożyć podeszwami do siebie. Tak robię. Chcę pobyć w ciszy. Niestety nie udaje się. Podchodzi młody człowiek. Bardzo sympatyczny, lekarz. Opowiadam mu o drewnianych polskich meczetach i polskich Tatarach. Jest zachwycony. Niestety po chwili podchodzi grupa mężczyzn, mówią, że mam wyjść. On staje w mojej obronie. Tłumaczy im, że Mahomet by tego nie chciał i, że Koran mówi coś innego, że Islam jest gościnny , dobry i pokojowy. Nie słuchają go. Przeprasza mnie i mówi, że to są niewykształceni prości ludzie, którzy nie rozumieją i niszczą Islam.

Przewaga ich, nad laickim, materialnym człowiekiem, staje się jasna. Obcowanie z tajemnicą to źródło bezustannej siły. Często niebezpiecznej, gdy ukierunkowanej w chęć dominacji innych.

Za niesamowitej pajęczyny, gordyjskich węzłów poplątany kabli, przebija się zrujnowana architektura angielskich budowli. Większość budynków wygląda jak po świeżym trzęsieniu ziemi, jak moment przed zawaleniem. Ale stoją. Często brakuje szyb, które chyba wciąż wydają się być luksusem. Ludzie i psy leżą przy ścianach budynków, na krawędzi tysiąca piechurów i maszyn. Zdarza się, że leżą na środku chodnika. Nikt ich nie kopnie, nie usunie, nie poda ręki. Tak jakby był to pomnik zarzucony w dziwnym miejscu. Trzeba okrążyć, podnieść nogę, przyhamować. Oni śpią. Patrzę na budynki, przelatuje myśl, że to Londyn, Paryż XXII wieku. Tutaj widać to wyraźnie, że stan umysłu wkłada swego nosiciela w odpowiadającą mu rolę.

Tutaj poprzednia notka wraz z dodanym komentarzem:

http://in-and-outside.salon24.pl/700375,new-delhi-w-oczekiwaniu-na-kolejna-eksplozje

 

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Uwaga! Zmieniliśmy sposób komentowania, ale nadal możesz przeczytać stare komentarze do tego wpisu.

Zobacz komentarze

Tematy w dziale